sobota, 19 sierpnia 2017
Dom to nie magazyn

Bardzo długo znosiłam to cierpliwie..

Pomyślałam nawet,ze ok..facet ma pasje,niech ma kawałek pokoju,na swoje drobiazgi.

Potem zaczęli przychodzić znajomi i znajomi znajomych.

Przynosili popsute komputery,laptopy i inne ...Sporo osób podarowało mojemu mężowi stare części,bo może kiedyś komuś sie przydadzą...

Witek przyjmował wszysto z zadowoleniem,i tylko mnie coraz bardziej wkurzała sytuacja...

Zaczęleam sie buntować,no nie mogłamznieść koszmarnego bałaganu.

W końcu nasz mały pokój wyglądał jak magazyn niepotrzebnych części ,a ja nie mogłam nawet otworzyć szafy,bo wszędzie poustawiane były pudla z bliżej nieokreślonym żelastwem.

Nie pomagaly prośby,płacze i lamenty.


I ciągle słyszałam,ze robi to dla nas i że jak ja znajde sobie pasje ,to on wcale się nie będzie wtrącał.

W końcu ,kiedy zauważyłam tumany kurzu na tekturowych pudłach i zdałam sobie sprawę,ze nikt nas nie odwiedza,bo mnie jest wstyd zaprosić kogokolwiek..poryczałam sie...

Wszystko mam zawalone częściami do komputerów .Nasz mały pokój zamiast być miłym gniazdkiem gzie mozna odpocząć,stał sie rupieciarnia..

Na pomyysł zeby wyniesć wszystko do piwnicy,usłyszałam ze w piwnicy tez nie ma miejsca a poza tym,ze on nie bedzie co chwilę schodził do piwnicy.

No pewnie ,wygodniej zrobić piwnicę z pokoju..

Przed zrobieniem mega awantury powstrzymuje mnie choroba Witka.

Nie powinien sie denerwować.

Ale moja wytrzymałość też ma jakieś granice...

Dziś powiedziałam PAS...

Kocham go nad życie ale mam dosyć...W końcu to jest nasze wspólne mieszkanko...

 

 

 

Na drugie śniadanie mąż dziś serwuje kawkę..

kawa

 

piątek, 18 sierpnia 2017
W Łodzi zagrzmiało

 W ostatnim tygodniu pogoda nas nie rozpieszczała..

W całym mieście można było zobaczyc takie obrazki...Taki swoisty armagedon.

Pozrywane linie trakcyjne..brak komunikacji miejskiej,wszędzie połamane drzewa,pozalewane piwnice...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 496